Miasto Aniołów.

DSC_0122

Kolejnym naszym przystankiem było Los Angeles. Eh, to miasto budzi sporo moich emocji. Muszę przyznać, że nigdy nie byłam jego wielką fanką. Ale też nigdy nie miałam okazji go tak naprawdę poznać. LA jest ogromne(!) więc zawsze jak tam byłam, miałam możliwość widzieć tylko kilka fragmentów z wielkiej całości. Pewne fragmenty mi się podobały, inne natomiast w ogóle. Prawdą jest też, że w Los Angeles bez samochodu to jak bez ręki. Niestety ja byłam tą bez ręki i już po dwóch wizytach w Mieście Aniołów stwierdziłam, że za nim nie przepadam, że jest niezbyt fajne i nie mam tu czego szukać. I chyba zbyt szybko je osądziłam, gdyż moja ostatnia, trzecia wizyta – tym razem z dostępnym autem, pozwoliła mi zobaczyć więcej i otworzyć się na więcej rzeczy, które to miasto ma do zaoferowania. Tym samym – z ogromnym zdziwieniem! 😛 – stwierdziłam, że hmmm jednak je trochę lubię! Wniosek jest taki (każdemu wiadomy), że nie powinno się zbyt szybko i pochopnie oceniać. Zwłaszcza jeśli nie ma się zbyt dużej i wystarczającej wiedzy na dany temat. Albo ma się zbyt ograniczony dostęp do źródła informacji. Po raz kolejny nauczyłam się, że warto dać drugą, a nawet trzecią szansę, gdyż pierwsze wrażenie może być błędne. I ta zasada generalnie w życiu się sprawdza. Ale wracając do Los Angeles…

IMG_5302

nat-41

Jednym z powodów, dla których zmieniłam zdanie o LA był fakt, że zatrzymałyśmy się w pięknej okolicy z cudownym widokiem na całe miasto. Górzasta dzielnica zwana Los Feliz. To tutaj znajduje się Griffith Observatory, do ktorego zresztą także się wybrałyśmy. Można stamtąd podziwiać panoramę całego miasta. Oczywiście za darmo. To właśnie te widoki zmiękczyły moje serce i pozwoliły zmieniać zdanie na temat miasta. Obserwatorium ma także nieodpłatne wystawy, które warto zobaczyć. Natomiast jeśli ktoś jest bliżej zainteresowany tematyką budowy wszechświata, w Planetarium są wyświetlane prezentacje. Za te jednak trzeba już zapłacić (choć nie są to szczególnie duże pieniądze).

nat-16

Kolejnym fajnym miejscem w Mieście Aniołów jest Hollywood Sign (stosunkowo blisko Griffith Observatory). Lubię je, bo można się tam wybrać na fajny hike po Wzgórzach Hoolywood i po raz kolejny podziwiać widoki na całe miasto. Oczywiście zawsze jest tam sporo turystów, ale naprawdę jest to miły spacer podczas którego można nacieszyć oko. Nie trudno zauważyć, że chwytają mnie za serce wszystkie miejsca, gdzie widoki są cudowne. Jest to darmowa przyjemność, cieszenie się chwilą, są to momenty radości i radość w momentach. Tak, uwielbiam to!

IMG_4357

nat-43

Generalnie lubię patrzeć na to miasto z daleka i wyobrażać sobie historie ludzi, którzy w nim mieszkają. Sław, gwiazd, ale i zwykłych szaraczków. Prawie 4 miliony indywidualnych historii. WOW! Bez wątpienia jest to ciekawe miejsce, które przyciąga ludzi. Nie tylko takich, którzy marzą o karierze filmowej. Myślę jednak, że wyobrażenie o Los Angeles sporo rózni się od rzeczywistości. Przynajmniej ja musiałam je zweryfikować. Jednakże suma sumarum, znalazłam duże plusy tego miasta, które możecie zobaczyć na zdjęciach!

nat-45

Dodaj komentarz