Santa Monica.

DSC_0800

Jakoś nigdy nie byłam szczególnie spontaniczną osobą, jednak mam wrażenie, że im starsza jestem, tym bardziej otwarta na niespodziewane i niezapowiedziane przygody. Właśnie w ostatni weekend miałam okazję się o tym przekonać. Nie miałam żadnych planów na dwa wolne dni, aż nagle padła propozycja wypadu do LA więc nie wypadało się nie zgodzić, prawda? Tym bardziej, że był to weekend rozdania Oskarów, a ja naprawdę bardzo chciałam go wręczyć Leonardowi DiCaprio… i mimo, że osobiście nie udało mi się tego zrobić, bardzo się cieszę, że w końcu mój faworyt doczekał się w pełni zasłużonej nagrody 😉

IMG_6599[1]

Do Los Angeles dotarłam w piątek, późnym wieczorem i zatrzymałam się w Pasadenie by w sobotę przenieść się bliżej plaży do Santa Monica. Oba miasta należą do Los Angeles County. I tak jak już wcześniej wspominałam, że nigdy nie byłam wielką fanką LA, tak naprawdę zaczynam je lubić. Santa Monica jest jednym z powodów, dla których zmieniłam zdanie o LA. Jest to piękna miejscowość położona nad samym oceanem. Ja miałam jeszcze to szczęście zatrzymać się w hotelu bardzo blisko plaży, gdzie od razu po niedzielnej pobudce udałam się na poranny spacer! Bardzo fajna sprawa. Spokojny poranek nad spokojnym oceanem, gdzie obserwując spokojne fale mogłam podziękować za spokój ducha! I za szczęście, którym mnie to życie obdarza.

DSC_0808

Był to bardzo relaksujący, fajny weekend, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Także dzięki temu, że w Santa Monica wybrałam się do polskiej restauracji. A muszę przyznać, że od prawie trzech lat nie jadłam „prawdziwego” polskiego jedzenia, oprócz oczywiście tego, które sama osobiście przygotowałam. Więc jak dotarliśmy do restauracji „Warszawa” byłam mega podekscytowana! Zamówiiśmy pierogi ruskie, barszcz czerwony, gołąbki oraz pierś z kurczaka z kaszą gryczaną. I muszę otwarcie przyznać, że się wzruszyłam… po tym jak ugryzłam gołąbka zachciało mi sie płakać. Pierwszy raz od trzech lat poczułam smak domu, poczułam smak Polski i zrobiło mi się trochę przykro. Aczkolwiek z drugiej strony było to miłe doświadczenie. Jedzenie było przepyszne i byłam mega szczęśliwa, że choć przez chwilę miałam swój kawałek Polski w Kalifornii –  w miejscu, gdzie odnalazłam swój drugi dom.

1 Comment

  1. Dominika says: Odpowiedz

    Jeśli uda mi się polecieć do mojego wymarzonego SF to na pewno wybiorę się też do LA, Santa Monica kusi:)

Dodaj komentarz