Rodzice in the city!

DSC_0887

Trzy lata czekałam na ten dzień. Trzy lata spędziłam w San Francisco „sama”, bez Rodziny, którą to zostawiłam w Polsce. Owszem, po pierwszym roku pobytu w Ameryce przyjechała do mnie Siostra Agnieszka. Miesiąc czasu, który miałyśmy dla siebie wykorzystałyśmy na maxa! Podróżując, zwiedzając i bawiąc się ile wlezie! Ale jak wiadomo wszystko, co dobre szybko się kończy. Ona także musiała wrócić do Polski i do swojego świata, zostawiając mnie tu… znowu „samą”.

IMG_2805

Poznałam w tym mieście wspaniałych ludzi, którzy stali się moją Nową Rodziną – mówię tu o mojej host family, o moich wszystkich koleżankach i kolegach – ludziach, którzy stali się bardzo ważną częcią mojego życia. I mimo, że dzięki nim nigdy nie czułam się tutaj samotna, to gdzieś tam w środku, w głębi serca, mimo wszystko, człowiek zawsze tęskni za swoją prawdziwą Rodziną, za Mamą i Tatą. I nawet jeśli zabrzmi to zabawnie, że ja (prawie!) trzydziestolatka, tęskniłam za Rodzicami, to jest to stwierdzenie prawdziwe i szczere. Bo tęskniłam!

DSC_1222

Więc trzy lata czekałam na ten dzień i w końcu się doczekałam! W zeszły czwartek kupiłam kwiaty, wsiadłam w Barta i pojechałam na lotnisko w San Francisco, aby przywitać na nim swoich Rodzicieli! Cóż to była za radość! Z tej ekscytacji, aż się spóźniłam! Jednak na moje szczęście okazało się (o czym ja oczywiście zapomniałam!), że cały proces imigracyjny odbywający się na lotnisku trwa bardzo długo więc moje spóźnienie nie miało żadnego znaczenia. Podekscytowana i wzruszona (z tych emocji uroniłam nawet kilka łez!) chodziłam po lotnisku wypatrując Rodziców… i nic. Minęło pierwsz pół godziny, nic. Kolejne, a ich nadal nie ma. Zaczęłam się stresować, że coś niedobrego się dzieje, że może władze Ameryki odmówiły wpuszczenia moich Rodziców na swoje terytorium, że zatrzymali Rodziców tak, jak zatrzymali Ewę Chodakowską! W mojej głowie kreowałam przeróżne wizje, tego co mogło się wydarzyć, a tym samym zburzyć moją wielką i długo oczekiwaną radość. Na dodatek w między czasie zrobiłam się głodna i drażliwa (lol)!! W końcu, z tego wszystkiego zrezygnowana usiadłam. Spojrzałam wokół siebie. Na lotnisku było coraz mniej osób oczekujących na członków swoich rodzin czy przyjaciół. A wśród nich ja, od około 2 godzin czekająca na znane mi od zawsze twarze. I wtedy, kiedy zrobiło mi się jeszcze bardziej nieswojo… załuważyłam Tatę! Zerwałam się jak poparzona i pobiegałam na przywitanie! Rzuciłam się na Mamę, rzuciłam się na Tatę i z bananem na twarzy wyściskałam ich za te całe trzy lata!! Od tego dnia minął już prawie tydzień podczas którego intensywnie zwiedzaliśmy (i ciągle zwiedzamy!) przepiękne San Francisco!

13457740_10209779908123649_377179531_n

1 Comment

  1. Marcin says: Odpowiedz

    Rewelacyjne fotki i super spotkanie. Serdecznie pozdrawiamy z Polski: ze Szczecina, z Mieszkowic, z Gorzowa Wlkp. i Karnic. Ciekawie brzmią nazwy tych miejscowości w zestawieniu z bajecznym San Francisco 🙂 Natalio, życzymy wielu sympatycznych wrażeń ze spotkania z Najbliższymi. Pamiętamy o Tobie! Z pozdrowieniami!

Dodaj komentarz