niby nic, a tak to się zaczęło

DSC_1537

Pamiętam jak przed wyjazdem do USA namiętnie słuchałam Scotta Mckenzie śpiewającego „if you are going to San Francisco…” i zastanawiałam się co mnie spotka w tym mieście. Wyobrażałam sobie w nim swoją przyszłość, próbowałam zwizualizować jak ułoży się moja historia. Ale mimo, że swoimi myślami nie zaszłam aż tak daleko jak w realnym świecie, bo nie sądziłam, że po programie Au Pair in America zostanę w San Francisco, to wspólną cechą moich wyobrażeń i rzeczywistości, okazało się to, że czas dany mi w tym mieście śmiało mogę zaliczyć do najlepszego, najpiękniejszego okresu w swoim życiu. I jestem szczęściarą, że mogę go kontynuować!

Kiedy wyjeżdżałam, nie planowałam pozostania w USA. Albo po prostu moja wyobraźnia była za mała, aby wykreować takie zakończenie. Pamiętam, że kiedy leciałam do Nowego Jorku mój współpasażer, Polak, mieszkający w NYC od kilkunastu lat powiedział mi, że jeśli się zakocham w Ameryce, to na pewno w niej zostanę. Wtedy naszło mnie dziwne uczucie… że może. Ale rozum przypomniał, że przecież wszystko co kocham właśnie zostawiłam w Polsce… i że nie ma opcji, abym tam nie wróciła. Wówczas nie sądziłam, że sprawy potoczą się zupełnie inaczej.

No, ale od początku.

W 2013 roku, kiedy to podjęłam decyzję o wyjeździe na program au pair do Stanów Zjednoczonych w moim życiu było bardzo stabilnie i miałam w zasadzie wszystko, czego do szczęścia potrzeba. Ukończone studia, dwa dyplomy w kieszeni, pracę, rodzinę, przyjaciół i cudownego chłopaka. Jednak brakowało mi przygody, dlatego postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę i wyruszyć na jej poszukiwania.

Osobiście nie wierzę w przypadki. Pamiętam ogromną radość i ekscytację, które ogarnęły mnie gdy dowiedziałąm się, że zamieszkam w Kalifornii. Były to bardzo silne, pozytywne uczucia. Intuicyjnie czułam, że czekam mnie tam coś niesamowitego. Takie rzeczy po prostu się wie. Dziś mogę potwierdzić, że się nie myliłam.

Przez pierwsze dwa lata pobytu w San Francisco mieszkałam z przecudownymi ludzmi, moją host family z programu au pair. To im zawdzięczam wspaniałe dwa lata, które opisywałam na blogu aupairlifeincalifornia.blogspot.com. Stali się oni moją drugą rodziną. Mądrzy, pomocni, empatyczni, dobrzy ludzie na których zawsze mogłam i nadal mogę liczyć. I mimo, że już z nimi nie mieszkam, nadal pozostają oni ważną częścią mojego życia.

Później nastąpiło pół roku przerwy w mojej blogowej aktywności. Sporo podróżowałam. Zastanawiałam się co dalej zrobić ze swoim życiem, jakie decyzje podjąć. Byłam pewna, że chcę zostać w swoim ukochanym mieście, ale wiązało się to z dość sporymi kosztami. I mowa tu nie tylko o pieniądzach ;-)! Jendnak po analizie wszystkich „za” i „przeciw” po raz kolejny postanowiłam zaryzykować i zostałam. Ciągle jeszcze czekam na sformalizowanie tej decyzji. Jest to już jednak proces niezależny ode mnie, ale wierzę, że wszystko się uda i kolejny rok spędzę w San Francisco!

1 Comment

  1. Dominika says: Odpowiedz

    Ach, czytając Twoje poprzednie notatki, na aupairlifeincalifornia co chwilę miałam w głowie „oooo, to tak można? też tak chcę”. Chcę wyjechać do stanów, a czytając co piszą o nich ludzie, którzy tam mieszkają mam przeczucie, że bym się tam odnalazła, bo wszystko mi tam pasuje: ludzie, miejsca, czy nawet pogoda. Myślę o wyjechaniu tam z au pair, tak jak ty ale mam masę wątpliwości. Ty wyjeżdżając miałaś już bagaż doświadczenia, ja mam niewiele, bo mam zaledwie 18 lat i dopiero za rok kończę technikum. Boję się też trochę o język – niby jestem dobra ale tak na prawdę nie miałam okazji, żeby sprawdzić swoje możliwości w jakiejś normalnej sytuacji, nigdy nie byłam za granicą, boję się, że gdy przyjdzie co do czego nic nie będę rozumiała albo po prostu zamknę się w sobie i nic z siebie nie wyduszę. Czytałam też to co piszą dziewczyny o aupair na różnych grupach – nie zawsze trafia się na fajną rodzinę, co jeśli i ja będę miała pecha, jak sobie poradzę… Mam nadzieję, że się odważę spełnić swoje marzenie, a marzy mi się mieszkanie w San Francisco. 🙂
    Chętnie będę zaglądać na Twojego bloga. Pozdrawiam! :*

Dodaj komentarz