Gdy deszcz na betonie, ja o pracy nad sobą!

DSC_1454

Ponieważ do San Francisco znowu wróciły deszczowe chmury, jest ciemno, szaro i ponuro, stwierdziłam, że najlepszą rzecz, jaką mogę zrobić w tych warunkach pogodowych jest pozostać w domu i napisać notkę. Swoją drogą jest to mój pierwszy sezon w tym mieście, kiedy zimową porą ciągle pada i pada i nie może przestać. To w zeszłym roku miało przyjść el ninio ze swoją deszczową aurą, a tu proszę, przewidywania się nie sprawdziły i wygląda na to, jaby el ninio dotarło nad zatokę z jednorocznym opóźnieniem. No, ale nic, narzekanie na pogodę magicznie jej nie odmieni. A szkoda. Na szczęście wielkimi krokami zbliża się upragniona wiosna! Hip hip huraaa huraaa huraa! Teraz pozostało jedynie uzbroić się w cierpliwość i czekać. A tak przy okazji to dzielę się z Wami deszczową piosenką, która leci właśnie z głośników:

Lubię rok 2017. Z kilku powodów. Po pierwsze fajnie się on rozpoczął, a po drugie, i chyba najważniejsze: pracuję nad tym, by był on ciekawy. A pracuję na dwa sposoby. Pracuję nad sobą oraz staram się planować otaczającą mnie rzeczywistość na tyle, na ile mogę i wyciągać z niej wszystko to, co najlepsze.

Mówiąc otwarcie i szczerze: praca nad sobą przychodzi mi dość ciężko. Walkę ze swoimi wewnętrznymi ograniczeniami oceniam jako trudną i wymagającą. Niestety z natury jestem dość uparta i silnie trzymam się wyrobionych przez lata przekonań, które czasami mi już nie służą, albo po prostu są już nieaktualne. I zamiast je puścić, to walczę ze światem, a tak naprawdę to sama ze sobą. Lubię też wracać do przeszłości, rozpamiętywać ją, jakby to miało w jakiś magiczny sposób ją odmienić, odczarować. I mimo, że wiem, że to tak nie działa, łatwo popadam w słodkie iluzje. Więc tak!, nie jest to wszystko takie proste jakby się wydawało. Trudno jest oddzielić ziarna od plew we własnej głowie. Ale się nie poddaję! (w tym miejsu poproszę o brawa… 😛 )

W tym roku moim nadrzędnym celem jest wychodzenie ze swojej strefy komfortu. A muszę przyznać, że jest ona ciepłym, przytulnie urządzonym miejscem w mojej głowie, którego bardzo często w ogóle nie chcę opuszczać. Jest mi tam bardzo miło i wygodnie. Chyba za wygodnie. Bo niewiele się tam dzieje i na dłuższą metę jest mi tam zwyczajnie nudno. Ale mimo tego, że wiem, że to miejsce w dłuższej perspektywie wcale mi nie służy, to jest mi ciężko je tak po prostu zostawić. Powiedzieć bye bye! Co by nie mówić, jest to znana, chwilowo idealna przystań, a wyprawa na wzburzony ocean wszelakich nowości, mimo, że jest naznaczona ekscytacją i przygodą, jest także wyprawą w nieznane. Często też niebezpieczną, choć zazwyczaj satysfakcjonującą. Osobiście bardzo, ale to bardzo nie lubię konfrontować się z przykrymi emocjami takimi jak: zakłopotanie, zażenowanie, wstyd, poczucie niewiedzy, lęk, złość, obawa przed oceną innych, niepewność czy zazdrość. A to są właśnie te fale będą mnie niosły zanim wyląduję w jakimś nowym, bardziej satysfakcjonującym miejscu w… mojej głowie. Ale także i w życiu. I właśnie ta nadzieja codziennie, nieśmiało przypomina mi, że może jednka warto!!

Ktoś może zapytać na czym niby polega ta moja praca nad sobą. Więc odpowiadam. Jak na razie jest to jeszcze bardzo chaotyczny projekt życiowy 😛 , któremu z każdym dniem staram się nadać bardziej wyrazisty kształt! Po pierwsze buduję nowe, dobre nawyki, które chcę wbudować w „nową, lepszą rutynę” dnia codziennego. Medytacja jest jednym z tych dziennych rytuałów. Codziennie, przynajmniej 10 minut. Docelowo 10 minut rano i 10 minut wieczorem. Pozwala mi ona zdystansować się od otaczającej rzeczywistości, ale także, albo przede wszystkim od opinii ludzi na mój temat. Także od moich wyobrażeń na temat opinii innych na mój temat! 😉 Oczywiście ma ona także inne plusy, ale ten temat rozwinę innym razem.

Kolejnym nawykiem, nad którym pracuję, jest spędzenie kilku minut dziennie w poczuciu dziękczynienia za wszystko dobre, co mnie codziennie w życiu spotyka. A następne kilku minut na to, aby powizualizować przyszłość. Taką, jaką chciałabym aby była. Tu wyzwaniem jest określenie tego, czego od życia chcemy, a jeszcze większym – poczynienie kroków (nie tylko w swojej głowie – jak wizualizacja) w kierunku realizacji swoich marzeń.

Staram się także pracować nad wewnętrznym nastawieniem. Narzekać mniej na rzeczy, których nie jestem w stanie zmienić, a zmieniać te, na które mam wpływ. (właśnie dlatego rozpoczęłam tę notkę od narzekania na pogodę! 😛 ). Zgadzam się z tym, że to my nadajemy znaczenie wydarzeniom, które się dzieją. Więc zmiana nastawienia jest nastychmiastowym sposobem zmiany postrzegania danej sytuacji. A mając tę moc, możemy zrobić wszystko. Szkoda tylko, że w rzeczywistości nie przychodzi mi to tak łatwo! Ale, jak to wszyscy powtarzają, praktyka czyni mistrza więc do dzieła!!!

W tym roku moim planem jest kontynuowanie podróżowania po Stanach Zjednoczonych. Odkrywania nowych miejsc, poznawania nowych ludzi. To zawsze otwiera oczy na świat i jest dobrym ćwiczeniem wychodzenia ze strefy komfortu. Ale tym razem podczas każdej ze swoich podróży, chcę robić rzeczy, których jeszcze nigdy nie robiłam. Choćby jedną małą, jednak nową rzecz. Celem jest bycie bardziej otwartą, czujną, bardziej elastyczną. I szczerze powiedziawszy oczekuję tych wszystkich przyszłych doświadczeń z ekscytacją!

Kolejnym tegorocznym planem jest sport, który także chcę włączyć w tygodniową rutynę. I udaje mi się to! Jak wszyscy wiemy, sport to zdrowie (właśnie dlatego zaczęło mnie boleć kolano od biegania 😛 ). Sport także wymaga od nas zaangażowania i wkładania wysiłku tam, gdzie czasem przychodzi to z trudem. Czyli ból, pot i łzy, które zaprowadzą mnie bezpośrednio do szczęścia 😀

To, co niestety jeszcze kuleje w mojej pracy nad sobą to systematyczność i konsekwencja. Taka solidna rutyna, uczynienie tych czynności automatycznymi jak choćby mycie zębów rano i wieczorem. Nikt o tym nie myśli, a każdy to robi. I właśnie taki jest mój plan. Zbudować nową zdrową rutynę opartą na dobrych nawykach. Oczywiście nie od razu Rzym zbudowano! Więc hola hola. Daję sobie czas! W końcu mam całe życie przed sobą…. 😉

Tymczasem zabieram się za medytkę by z czasem móc o niej napisać coś więcej!

 

Dodaj komentarz